Drawa – prolog
To był wyjątkowo zimny i mokry tydzień maja. Mieliśmy nadzieję, że pogoda
choć trochę zmieni się w niedzielę (23 maja), bo na ten dzień mieliśmy
zaplanowany pierwszy etap Drawy (z jez. Drawsko do Złocieńca).
- Chyba sobie dzisiaj odpuścimy – brzmiały pierwsze słowa mojej żony po
przebudzeniu.
Wyszedłem na balkon i całkowicie się z nią zgodziłem. Niebo sinogranatowe,
zimno, wiatr i deszcz siekący z ukosa. W dodatku Ola coś kaszląca.
Postanowiliśmy więc spędzić niedzielę na lenistwie i rozsiedliśmy się przy
„angielskim śniadanku”. Ale coś smutno nam było i cały czas szukaliśmy
usprawiedliwień dla naszego lenistwa.
Około południa deszcz zelżał. Postanowiliśmy jednak płynąć.
Spakowanie się i rozstawienie samochodów zajęło nam ze 2,5 godziny, tak więc
około 15.00 byliśmy na starcie, w Starym Drawsku. Jezioro jednak bardzo
falowało, wisiała nad nim ołowiana chmura i godzinę czekaliśmy, aż to
wszystko minie.
Już około 16.00 wystartowaliśmy :-) Kiedy byliśmy w połowie jeziora (a
wielki to akwen) nasunęła się następna ołowiana chmura i zaczęła nas gonić.
Schowaliśmy się w zatoczce i przeczekaliśmy ulewę i wichurę. Tomek,
ukołysany, zasnął w najlepsze, a my popłynęliśmy do wypływu Drawy.
Na pierwszych kilometrach rzeki lekka konsternacja: to ma być ta królowa
rzek Pomorza ? Brzegi bagniste i pokrzywiaste, w nurcie pełno krzaków i
gałęzi i jeszcze trzeba było łazić po „zwałkach” :-)
Ale za następnym jeziorem (Rzepowskim) zrobiło się już ładnie: zaświeciło
nam w nagrodę słoneczko, rzeka zrobiła się typowo leśna, kilka bystrzy,
trochę manewrowania, jedna „zwałka” do przeciągania. Pod koniec etapu
ciekawy młyn w Głęboczku (przenoska - Tomek się obudził), potem "autostradka"
do Złocieńca. Skończyliśmy o zmroku, obiad jedliśmy o 23.30, ale fajnie
było.
GALERIA

Nad jeziorem Drawsko. Czekamy na pogodę ...

Późnym popołudniem udało się wypłynąć.

Zimno było – to widać.

Wypływu Drawy nie można przeoczyć.
A Tomek śpi pod fartuchem

Ola na „zwałce”.

Sonia szczęśliwa – już za przeszkodą.

Słoneczko zaświeciło nam na jeziorze Rzepowskim.

Adam na „zwałce”, a Tomek śpi w najlepsze

Tomek się budzi (ale dopiero za przenoską, żeby starym nie było za lekko).

Przy starym młynie w Głęboczku.

Meta w Złocieńcu.
TROCHĘ STATYSTYKI
| Data |
Trasa
|
Kto
płynął |
| 23.05.2004 |
Stare Drawsko - Złocieniec |
1 kajak: Ola, Sonia
2 kajak: Adam, Tomek. |
Razem: 18 km
opracował: AdaMokles

|