| Drawa – część 1 W „długi weekend” 10-13 czerwca przepłynęliśmy Drawę (ze Złocieńca do poligonu). Spływ był rodzinny, 3-pokoleniowy, czyli z naszymi rodzicami. Wcześniejszy odcinek (do Złocieńca) zrobiliśmy oddzielnie: my 2 tygodnie wcześniej (Drawa-prolog), a rodzice bezpośrednio przed długim weekendem. Ogólnie było fajnie, ale też trochę pechowo (mieliśmy serię różnych mniejszych i większych pechów z dziedziny techniki i zdrowia) i właściwie nic nie szło zgodnie z planami, które pieczołowicie układałem przed spływem. Uczestnikiem spływu, który przeżył największe stresy i niebezpieczeństwa, był nasz piesek - Sonia: - kiedy pojechaliśmy do Drawska rozstawiać samochody, to zapomnieliśmy tam psa. Kiedy wróciłem tam, cały w strachu, po godzinie, psina czekała w tym samym miejscu, gdzie została ! - na ostatnim etapie pies nam się wykabinował przy przeciąganiu kajaka przez drzewo na szybkim nurcie, ale spryciara przepłynęła pod drzewem i dobiła do brzegu :-). Gdyby w kilku zdaniach ocenić rzekę, to: odcinek do Drawska taki sobie - rzeka niezbyt ciekawa, brudnawa i mocno zaśmiecona (na każdej przeszkodzie dziesiątki butelek dzwoniących jak potępieńce), ale za Drawskiem, a zwłaszcza za jeziorem Lubie już piękna, czysta rzeka. Spotkaliśmy kilka spływów (łącznie kilkadziesiąt kajaków). Daje się zauważyć ostra rywalizacja kapitalistyczna pomiędzy gospodarzami pól biwakowych: na polu X twierdzą, że na polu Y kradną, a na polu Y mówią, że ci z pola X niszczą im pomosty i też kradną itp. Część tej energii mogliby spożytkować na sprzątanie rzeki. Ciekawostka: gospodarz jednego z pól biwakowych naliczył w ub. roku 8600 kajakarzy płynących Drawą. GALERIA CZWARTEK, 10 CZERWCA
PIĄTEK, 11 CZERWCA
Za to potem pojedliśmy w fajnej pizzerii (w
Złocieńcu).
Musieliśmy jeszcze znaleźć ujście rzeczki o
nazwie Brzeźnicka Węgorza.
NIEDZIELA, 13 CZERWCA
TROCHĘ STATYSTYKI
Razem: 44 km |