|
Drawa cz. 2
(Drawieński Park Narodowy)
To najpiękniejszy, końcowy fragment szlaku Drawy.
Poprzedni odcinek (do poligonu) przepłynęliśmy na wiosnę i opisaliśmy to w
fotoreportażach
Drawa-prolog i
Drawa cz.1
Przed wakacjami nie wolno było płynąć przez DPN, a tłumów „wakacyjnych”
chcieliśmy uniknąć, więc przepłynęliśmy DPN w ostatni weekend sierpnia.
Pogoda była piękna, a rzeka (zwłaszcza na odcinku Barnimie – Bogdanka) wręcz
bajkowa.

Start pod mostem w Prostyni. Tutaj kończy się poligon drawski.

Płyniemy wśród łąk, jeszcze przed Parkiem Narodowym.

Kajakarka i kwiatki.

Koniec jeziora Grażyna – pod tym mostem zaczyna się Drawieński Park
Narodowy, a w budynku po prawej trzeba odchudzić trochę portfel (wpłynięcie
do DPN kosztuje).

Spotkanie z grupowiczami – Su i Grzechotnikiem
(płynęli w pięknej, zielonej kanadzie).

Bystrze pod mostem w Barnimiu – tu zaczyna się najpiękniejszy i
najtrudniejszy odcinek Drawy,
o dość szybkim nurcie i licznych
leżących drzewach.
Nie mamy z niego zbyt wielu zdjęć, bo czas
potrzebny na wyjęcie i
wycelowanie aparatu to czas, w którym
wpada się na najbliższą przeszkodę.
Ale kilka fotek oczywiście zrobiliśmy.

Nasza ekipa.
(zdjęcie przysłane przez Julię – dzięki !)

Za jedyną przenoską.

Na postoju.

Mała kajakarka pod wielkim urwiskiem.

Baza wygodnych kajakarzy.
„Pensjonat agroturystyczny” w Zatomiu.

To już start do następnego etapu.
Biwak „Bogdanka” – pomost u zbiegu rzek:
Drawy (z prawej) i Korytnicy (z lewej).

Rozlewiskowe krajobrazy za Bogdanką.

Płyniemy przez puszczę.

Kolorki już trochę jesienne.

Dobry kajakarz zrobi siku w każdej sytuacji.

Wydrzy Głaz.
Wędkarz, który tam łowił, opowiadał,
że na wiosnę rwąca woda przykrywa cały kamień.
Może poziom wody rośnie, tak jak ryby
?

Odpoczynek na biwaku „Sitnica”.

Jeszcze zdążyło nas porządnie zmoczyć
i kończymy pod elektrownią Kamienna.
Do domu wracaliśmy w burzy.
O pechu (lub, jak kto woli, cymbalstwie).
W tym roku wybieraliśmy się na Drawę 3 razy i za każdym razem towarzyszył
nam jakiś pech – a to zdrowotny, a to sprzętowy.
I tym razem pech "drawieński" nas nie opuścił. I to dopadł nas już pod samym
domem!
Zrzuciliśmy kajaki, a z miejsca, gdzie trzymamy kajaki do domu mamy jakieś
1,5 km. Na ten odcinek nie przywiązaliśmy wioseł do bagażnika, tylko leżały
sobie w uchwytach. W pewnej chwili wiosełko Oli, nowiutki jeszcze, bo
tegoroczny DR Kajak, spadł z bagażnika i został przejechany przez samochód
jadący z naprzeciwka :-(((( Muszę tu dodać z podziwem, że wiosło wcale się
nie złamało, tylko lekko wygięło i porysowało, ale i tak już się nim nie
powiosłuje.
TROCHĘ STATYSTYKI
DRAWA
Prostynia – elektrownia Kamienna.
Razem: 50 km
opracował: AdaMokles

|