|
Rohatki na Wełtawie

Gdzieś na trasie ...
Gdy znaleźliśmy się na południu Czech, widzieliśmy coraz więcej samochodów z
kanadyjkami na dachu. W pobliżu Wełtawy już prawie KAŻDY samochód jechał z
kanadyjką.

Po przejechaniu prawie 800 km dotarliśmy do miasteczka Vyssi Brod (pod
granicą austriacką) i zabiwakowaliśmy na campingu „Pod Hrazi” (pod tamą).
VYSSI BROD

Nasz biwak rano.

Po drugiej stronie tamy było jezioro zaporowe Lipno II, położone kilka
metrów wyżej, niż nasz camping. Aż strach pomyśleć ...

Przez pierwsze 3 dni uprawialiśmy lenistwo (tzn. nie płynęliśmy).
Pojechaliśmy za to w górę Wełtawy (całe 2 km), na „czarcią ścianę”...

... pod którą płynie super-górski odcinek Wełtawy, o nazwie „schody” (WW
IV). Było w nim bardzo mało wody. Podobno raz na jakiś czas puszczają
z
tamy więcej wody dla rozegrania zawodów.

Tędy, synu, będziesz kiedyś pływał ...

Spacer nad szumiącą rzeką.

Z każdym dniem przybywało kajakarzy czeskich. Zaczynały się wakacje ...

2 lipca okazało się, że Vyssi Brod jest „mekką” vodaków.

Postanowiliśmy poczekać, aż wszyscy popłyną.

Tomek uprawiał wspinaczkę ...

... i łatwo nawiązywał kontakty międzynarodowe (to nie jest zabawa w
doktora, tylko w pływanie na kanadyjce)
VYSSI BROD – ROZMBERK

Czas płynął, a kajakarzy na campingu wcale nie ubywało. Codziennie kilkuset
vodaków wypływało na szlak, a na ich miejsce przyjeżdżali nowi. Czy wszyscy
Czesi pływają w lipcu po Wełtawie ?

Postanowiliśmy płynąć. Cały nasz dobytek zapakowany do kajaków ...

... i w drogę !

Pierwszy jaz (w Vyssim Brodzie). Nie zdecydowaliśmy się spływać, bo
większość załóg się wywracała. Ale wrócimy tu jeszcze na koniec spływu,
pustymi kajakami.

Drugi jaz (Horni Mlyn). Ola dzielnie spływa ...

... i płynie przez 300-metrowy odcinek (WW II) za jazem.

Wpływamy do Rozmberku, uroczego miasteczka, nad którym góruje zamek ...

... a na kajakarzy czekają knajpki nad samą rzeką.

Wysiadamy, żeby zjeść palacinky (czyli naleśniki z bitą śmietaną i
czekoladą). Pycha

To samo miejsce widziane z góry.

Zaraz za Rozmberkiem jest jaz ...

... z którego spłynęła nasza kajakarka Ola ...

... a reszta ekipy za nią.

Nasz biwak za Rozmberkiem ...

... nad odnogą Wełtawy, gdzie Tomek trenował na mini-bystrzu.
ROZMBERK – PISKARNA

Przed startem w Rozmberku.
Teraz będzie sesja zdjęciowa robiona z kajaka, z narażeniem życia






Nad brzegami Wełtawy kajakarze ustawiają budowle z kamieni ...

... Tomek też zrobił swoją „wieżę” w czasie postoju.

Na bystrzu.

Ekskluzywny nocleg na campingu „Na Piskarne”.

Taki mieliśmy widoczek z domku. PISKARNA –
ZLATA KORUNA Na
jazie pod „Papuzią Skałą”.



Wpłynęliśmy do Czeskiego Krumlova – najpiękniejszego i najbardziej
obleganego przez turystów miasta na szlaku.

Ola na jazie ...

... i za nim.

Adam na jazie.

Zbliżamy się do centrum Czeskiego Krumlova. Nad nami zamek, a przed nami
groźnie szumi najstraszniejszy jaz na szlaku ...

... który wygląda tak. Nie zdecydowaliśmy się płynąć pełnymi kajakami, ale
jeszcze tu wróciliśmy (zdjęcia będą dalej).

To samo miejsce widziane z góry (jaz widać przy czerwonej wieżyczce). Na
nadbrzeżu – turyści z całego świata, którzy podziwiają ...

... popisy nieustraszonych vodaków
Ogólnie ten etap był trochę za długi. Do Zlatej Koruny dopłynęliśmy o
zmroku, po przepłynięciu 25 km i pokonaniu (na różne sposoby) 9 jazów.
Rozbijaliśmy się prawie po ciemku, a Tomek dzielnie czekał, zawinięty w
koce.

Camping w Zlatej Korunie, z widokiem na klasztor.
ZLATA KORUNA – BORSOV
To był najszybszy, przełomowy (składający się głównie z długich bystrzy)
odcinek Wełtawy i dlatego nie mamy z niego zbyt wielu zdjęć. Po drodze jest
plenerowa knajpka, bardzo popularna wśród vodaków. Tamtejsze staroczeskie
placky na długo zostaną w pamięci ...

Wełtawa przepływa pod ruinami zamku Divci Kamen ...

... do którego oczywiście się wdrapaliśmy.
Zdjęcia z zamku



Wełtawa za zamkiem.

Płyniemy wśród malowniczych skał.

Skaczemy z ostatniego progu ...

I kończymy spływ pod mostem kolejowym w Borsovie.
Ten most trudno zauważyć (pewna blondynka go nie zobaczyła i pomknęła
bystrzem w dół rzeki).

Ale jak ładnie blondynka się cieszy !
Po spływie wróciliśmy na trzy najtrudniejsze jazy – te, z których nie
odważyliśmy się skakać załadowanymi kajakami.
POWRÓT NA JAZY
czyli narciarstwo kajakowe
Vyssi Brod

Najpierw popatrzyliśmy, jak to robią inni ...

... potem w imieniu naszej ekipy popłynął Adam
Cesky Krumlov

Największy jaz (pod zamkiem), o którym już było wcześniej. Turyści na
moście, nabrzeżu i knajpie nad rzeką. Aparaty fotograficzne i kamery
wycelowane ...

... w dzielnych vodaków.
Teraz pokażemy przygody
pewnej ekipy czeskiej:

Najazd

Coraz szybciej !

Przechył w lewo

Przechył w prawo i ... zatonięcie.

Ale za drugim razem ...

Sukces !

Nasz przedstawiciel Adam też ładnie spłynął (jednak co kajak to kajak)

A rafterzy to mają najłatwiej. Zlata Koruna

Ola skacze pierwszy raz

Drugi raz już bardziej świadomie

I po wszystkim.

Adam wnikliwie ocenia trudność ...

I też jakoś spływa, chociaż chciało go rzucić na ścianę.

Za jazem

Smutno, bo to już koniec pływania po Wełtawie.
Jeżeli chcesz zobaczyć, jakie ciekawe
miejsca widzieliśmy oprócz rzeki,
kliknij tutaj |