|
Radew jest … mokra.
Spływ wakacyjny w 2005 roku zaplanowaliśmy na drugą połowę lipca.
Nasz pierwotny plan (nazwijmy go planem A) zakładał dopłynięcie Radwią i
Parsętą do Kołobrzegu (140 km w 10 dni, czyli teoretycznie nic
nadzwyczajnego), a następnie kilkudniowy wypoczynek nad morzem.
Na szczęście mieliśmy też plan B, który zakładał przepłynięcie samej tylko
Radwi (80 km), a potem oczywiście wypoczynek nad morzem. I ten plan udało
nam się zrealizować !
W realizacji planu A przeszkodziła nam duża uciążliwość Radwi, deszcze,
które nie zawsze pozwalały nam wypłynąć i burze na wodzie, które nie zawsze
pozwalały nam płynąć tak długo, jak byśmy chcieli … Trzeba jednak uczciwie
powiedzieć, że ostatnie 5 dni, spędzone nad morzem, były już ciepłe i
słoneczne.
Mieliśmy bardzo udane wakacje, i to wcale nie ze względu na walory rzeki (Radew
jest, owszem ładna, ale jak wspomniałem, bardzo uciążliwa), ani na pogodę
(na Radwi było naprawdę mokro), ale dzięki doborowemu towarzystwu w osobach:
Gosi, Adama i Jasia, którzy dzielili z nami wszystkie trudy spływu, a potem
wszystkie przyjemności pobytu nad morzem. Zresztą, kiedy było przyjemnie, a
kiedy uciążliwie to sprawa dyskusyjna, bo niektórzy uczestnicy spływu mieli
odwrotne wrażenia
Najważniejsze, że wszyscy byli zadowoleni i wrócili do domu w dobrych
nastrojach.
GALERIA
Pierwsze dni

Pierwsze kilka dni spędziliśmy nad jeziorem Rosnowskim.
Ten biwak był naszą bazą wypadową na górną Radew.
Oprócz pływania (3 etapy) uprawialiśmy też lenistwo (2 dni).

Chłopcy najchętniej oddawali się pracom ziemnym …

… i to bez względu na pogodę.

Z biwaku chodziliśmy do pobliskiego Rosnowa,
na zakupy i pyszne obiady w gospodzie „U Zdzicha”.
1 etap

Elektrownia szczytowo-pompowa w Żydowie.
Stąd zaczyna się szlak Radwi.

Start nad jeziorem Kwiecko. Pora przedstwić uczestników spływu …

Gosia, Jaś i Adam.

Adam i Tomek.

Ola.
Przy okazji widać, ze woda została wypompowana przez elektrownię
i jezioro wyglądało jak wysychające.

Przenoska na końcu jeziora Kwiecko. Zaczyna się rzeka.
I to wcale nie jest optymistyczna wiadomość …

… bo górna Radew jest bardzo uciążliwa. Przeciskamy się przez trzciny …

… a między trzcinami można znaleźć takie urokliwe miejsca.

Efektowny most (dawniej kolejowy,
teraz przebiega po nim tylko gruntowa droga).

Widok z mostu

Pod niektórymi drzewami dało się przepłynąć ….

… pod innymi nie.

Na wodzie złapała nas burza – lało i grzmiało ponad godzinę.
Skończyliśmy etap na moście, gdzieś w środku lasu.
Etap 2

Przed drugim etapem solidnie się posililiśmy …

… i od razu przygotowaliśmy się na trudne warunki pogodowe.

Pod mostem, na starcie, było fajne bystrze…

… a potem już tylko zwałki.

Załoga przeszła, gorzej z łódką.

Ciąg dalszy zwałek.

I jeszcze jedna.

Skończyliśmy nad małym dopływem Radwi,
przy pięknie położonej leśniczówce,
gdzie zostawiliśmy na noc nasze łódki.

Chodź, piesku !

Po etapie nagroda – obiad w gospodzie „U Zdzicha”.
Etap 3
czyli „dzień deszczowy i ponury”

Chłopcy dzielnie pomagali.

Startujemy nad strumieniem wpadającym do Radwi.

Zbliżaja się chmury – trzeba się przygotować.

Postój przy ”głupiej kładce”.
Zdjęcie może nie najpiękniejsze,
ale tak właśnie było przez cały dzień – deszczowo i ponuro.

Po całym dniu przeciskania się przez różne krzaki i zwałki, zmoknięci
wpłynęliśmy na jezioro Rosnowskie. Pod wieczór dopłynęliśmy do naszego
biwaku i nawet już nie mieliśmy ochoty iść na obiad do „Zdzicha”.
Etap 4

Na następne etapy Radwi
(które wg opisów miały być już mniej uciążliwe)
spakowaliśmy do kajaków cały nasz dobytek.
Na zdjęciu: kajaki nad kanałem Rosnowskim …

… a my gościmy po raz ostatni w gospodzie pana Zdzicha.

Kanał Rosnowski kończy się elektrownią.

Do pokonania mamy 16 m różnicy poziomów (czyli 7 pięter).

Wypadek na śliskiej trawie.

Przenoska zakończona. Rodzice odpoczywają,
dzieci po raz kolejny wspinają się na górę …

… i zjeżdżają wiele, wiele razy.

Po południu dopłynęliśmy na koniec jeziora Hajka.
Zdjęcie przedstawia pościg za kajakiem,
który oddalił się samowolnie w czasie rozbijania namiotów

Nasz biwak nad jeziorem Hajka.

Wieczór nad jeziorem.
Etap 5

Poranek nad jeziorem Hajka.

Następna duża elektrownia – na końcu jez. Hajka.

Tym razem chłopcy się turlają.

Na tym etapie były trzy przenoski. To ostatnia z nich …

… którą Tomek zaliczył na śpiąco.

Pakujemy śpiącego Tomka do kajaka

Po południu założyliśmy biwak w ładnym, odludnym miejscu.

Nasz biwak wieczorem.
Etap 6

Biwak o poranku

Startujemy do szóstego etapu.
Wg opisów na tym odcinku nie miało już być uciążliwości …

… ale zaraz zatrzymała nas zwałka …

… nad którą trzeba było mocno popracować.

Postój na zakupy i posiłek w Białogórzynie.

Następna przenoska – jaz z efektownym odwojem.

Potem nadciągnęła potężna burza …

… którą każdy przetrwał na swój sposób. Jedni pod pałatką …

… inni pod parasolami.

Kiedy ulewa ustała, rozbiliśmy biwak na podmokłej łace
(to już widok z następnego dnia)
Etap 7

Czekamy, aż deszcz pozwoli nam wypłynąć

Kierownik i pracownik

Na moście w Nosowie, koło ładnego pałacu.

Po pokonaniu kilku kolejnych zwalisk drzew …

… dopłynęliśmy do ośrodka” Petrico” koło Karlina
– tam, gdzie Radew wpada do Parsęty.
Morze

Jeszcze ostatnie zdjęcie nad Radwią i ruszamy na zasłużony wypoczynek nad
morzem. Po dziesięciu deszczowych dniach pogoda zrobiła się piękna.

Tajny agent na plaży
(czyli Tata, który przyjechał nas odwiedzić,
a nawet
dokończył za nas spływ Parsętą – do Kołobrzegu).

Zajęcia plażowe.

Żeby się całkiem nie zanudzić,
zrobiliśmy wycieczkę do latarni morskiej w Gąskach.

Na latarni

Czas odjazdu. Wszyscy coś smutnawi…
a może zmęczeni po ostatnim wieczorze ?
TROCHĘ STATYSTYKI
| Data |
Trasa
|
Kto
płynął |
| 18.07.2005 – 31.07.2005 |
Radew
(+ 5 dni nad morzem) |
Ola, Adam, Tomek
Gosia, Adam, Jaś |
Razem: 79 km
|